ARTE POLO - gatunek we współczesnej plastyce polskiej o specyfice zbliżonej do disco polo w muzyce. Wartości czysto artystyczne zostają w nim zastąpione wartościami komercyjno-rozrywkowymi. Popularny jednak - odmiennie niż disco polo - także wśród eli społecznych, od niewyrobionej publiczności po niektóre kręgi kolekcjonerów, galerników i krytyków. Wystawy ARTE POLO organizują także niektóre państwowe muzea i galerie za pieniądze podatników (np. ekspozycje Duda-Gracza w Muzeum Śląskim w Katowicach czy w Muzeum Etnograficznym w Warszawie). W świadomości mało zainteresowanego sztuką Polaka jest to jedyny, główny i najlepszy nurt we współczesnej plastyce, co bez wątpienia przyczynia się do komercyjnego sukcesu tego gatunku. ARTE POLO jest z natury fabularne i figuratywne, co przekonuje widza, iż autor musiał się poważnie napracować nad swoim dziełem: wymyślić temat, a potem jeszcze namalować wszystko „jak żywe”. To wszystko jest oczywiście fikcją gdyż po pierwsze twórcy ARTE POLO malują w kółko to samo, nie muszą więc nic wymyślać, a po drugie tak naprawdę unikają poprawnego anatomicznie rysunku i zastępują go własną, obrzydliwą, karykaturalną manierą, co również, rzecz jasna, nie kosztuje ich wiele fatygi. ARTE POLO jest programowo brzydkie, po to aby zaspokoić potrzeby złego gustu polskiej publiczności. Do największych rekinów ARTE POLO należą tacy potentaci jak wspomniany już Jerzy Duda-Gracz, czy Zdzisław Beksiński, których działalność w zasadzie nie daje się opisywać terminem sztuka. Duda-Gracz maluje karykaturalne obrazy w burych kolorach przypominające kiepskiej jakości ilustracje do bajek. Bohaterami tych obrazów są według autora typy prowincjonalno-gminne, ale tak naprawdę trudno zrozumieć, co te przykre dla oka wizje mają wspólnego z naszą rzeczywistością i dlaczego tak bardzo bawią polską publiczność. O tym jak bardzo bawią, świadczą rekordowe ceny obrazów Dudy Gracza osiągnięte na aukcjach w 1996 roku: 45 tys. zł za dużą, olejną „Fantazję tatrzańską”, 27 tys. zł za „Spacerek”. Duda-Gracz lubi się powoływać na polskość (arte-polskość?) swoich obrazów, a nowobogacka publika najwyraźniej uważa, iż malowane olejnymi farbami karykatury to absolutnie coś najlepszego, na co stać polskich malarzy. Beksiński - zainspirowany zachodnimi okładkami książek science-fiction - mozolnie, z dbałością o iluzję, maluje infantylne wizje zjawisk nadprzyrodzonych, fantastycznych ruin, potworów. Jego ambicją jest dostarczenie widzowi emocji pokrewnych tym, jakich doznaje się oglądając kasety video z amerykańskimi horrorami. Pretensjonalny typ artystowski (czyli „Jestem Wielkim Artystą”) w ramach ARTE POLO prezentuje Franciszek Starowieyski. Już sam strój mistrza - szyja opleciona kolorową chustką - wywołuje pioronujące wrażenie na widzach. Poza tym twórca jest urodzonym gawędziarzem, co zapewnia mu sukces telewizyjny. Reszta, w tym nieznośne rysunki Starowieyskiego (gołe, tłuste baby) nie ma już większego znaczenia, wobec gwiazdorskiej pozy mistrza. Porównując tę sytuacje do muzyki, możnaby powiedzieć, że Starowieyski jest artystą z playbacku. Warto tu również wspomnieć o niezwiązanych z konkretnymi nazwiskami, ale również istotnych zjawiskach w ramach ARTE POLO, m.in.: - skórki albo obierki czyli skóroplastyka - zaskakujące pomysłowością obrazy wykonane ze skóry (szczególnie lubiane gołe baby w wersji z zegarem); - landszafty czyli cudne widoczki - dla patriotycznie nastawionych melomanów - Żelazowa Wola jesienią; - polpierdy, oficjalnie: szarża ułańska (skrót utworzony przez podobieństwo fonetyczne do niemieckiego zwrotu polnische Pferde - polskie konie). Obok współczesnych realizacji należy również wspomnieć o obrazach sprzed 50 lub co najwyżej 100 lat malowanych przez polskich emigrantów w Monachium lub ich naśladowców i kupowanych dziś namiętnie na aukcjach jako zabytki kultury polskiej.