|
Raster
oprowadza po biennale
|
|
CZEGO
NIE MOŻNA PRZEOCZYĆ W WENECJI
|
|
w
pawilonach narodowych:
|
|
PAWILON
KANADY
Janet Cardiff i George Bures Miller - The Paradise Institute
Perfekcyjnie przygotowane iluzjonistyczne widowisko, w którym artystyczna
fikcja miesza się z filmową fikcją i z rzeczywistością. Wewnątrz pawilonu
zbudowano kino, już samo oczekiwanie na wejście do środka i wnętrze kina
wywołują wrażenie iluzji. Prawdziwe cuda dzieją się jednak gdy gaśnie
światło i rozpoczyna się projekcja. 15 minut obezwładniającej podróży
po granicach realności, gdzie swobodnie mieszają się bohaterowie filmu
i widzowie siedzący w kinie. Oniryczne doznania.


|
|
|
|
PAWILON
FRANCJI
Pierre Huyghe
Multimedialna, futurystyczna aranżacja pawilonu, porażająca trudnymi do
wytłumaczenia efektami (przeszklone prześwity między salami same co jakiś
czas matowiejące, trudna do rozgryzienia świetlna gra na suficie w jednej
z sal). Wszystkie elementy tej instalacji, chociaż pierwotnie powstałe
niezależnie od siebie, łączą się ze sobą tworząc dziwną, septyczną, na
wpół wirtualną architektoniczno-mieszkalną strukturę. Najbardziej dosłownym
elementem całości jest projekcja przedstawiająca dwa bloki w nocnej scenerii,
z zapalającymi się i gasnącymi światłami okien, zgodnie jednak z wymogami
plastycznej kompozycji, nie zaś autentycznym trybem życia lokatorów. Iluzja
jest pełna, trudno odgadnąć, że w rzeczywistości sfilmowane zostały modele
domów a nie prawdziwe bloki. Poczucie niepewności i zagubienia w tej wyrafinowanej
przestrzeni jest mimo wszystko poczucie intrygującym.
|
|
|
|
PAWILON
NIEMIEC
Gregor Schneider - Martwy Dom Ur
Autentyczne wnętrza domu artysty przeniesione z Rheydt do pawilonu w Wenecji.
Jego monumentalna, faszyzująca architektura została zamieniona w obłąkańczy,
trzykondygnacyjny labirynt pełen sprzętów i niepokojących rekwizytów (ucięta
ręka w balii pod stołem w kuchni) - zapewne idealny przykład "sztuki
zdegenerowanej". Poruszanie się po martwym domu wymaga zaangażowania
- warto sprawdzać wszystkie drzwi i otwory, a nawet niewinnie wyglądające
fragmenty ścian, wszędzie mogą kryć się przejścia. Przeciskanie się, czołganie,
a przede wszystkim stanie w kolejce do wejścia (ok. 2 godzin) należy wliczyć
w koszty. Przed wejściem podpisuje się deklarację, że odwiedza się pawilon
na własną odpowiedzialność. Niemniej trzeba to zrobić, bo to najlepsza
wystawa na całym biennale, najsilniej obok pracy Kanadyjczyków angażująca
widzów i najtrafniej zacierająca granicę pomiędzy umownym, sztucznym światem
sztuki, a autentycznym, życiowym doświadczeniem. Projekt absolutny i szaleńczy,
tryumf jednostki na wszelkimi zakusami projektowania wspólnego, społecznego
czy przestrzennego ładu.


|
|
|
|
PAWILON
AUSTRII
Grupa Gelatin - Totalna osmoza
Fantazyjny i anarchizujący projekt wywrotowej grupy Gelatin, która postanowiła
zamienić austriacki pawilon i przyległy doń ogródek w miniaturowe miasto
na wodzie. Zdziczała roślinność i podmokły błotnisty grunt, uniemożliwiający
bezpieczne przemieszczanie się całkowicie wytrącają z pompatycznego nastroju
delektowania się sztuką w narodowych pawilonach. Po tej wywróconej na
lewą stronę Wenecji ludzie spacerują stąpając po chwiejących się deskach
i innych odpadach budowlanych. Drugim elementem akcji Gelatin, również
wymierzonym w narodową powagę prezentacji na biennale, było wynajęcie
osób-kameleonów, które ze stosownie pomalowanymi, nagimi ciałami wtapiają
się w architekturę wybranych pawilonów narodowych i przez wiele godzin
stoją "niezauważeni" pod ich ścianami.
|
|
|
|
PAWILON
WIELKIEJ BRYTANII
Mark Wallinger
Wystawa indywidualna typowo angielskiego angielskiego artysty, o instytucji
państwa i języku religii, o duchowości i technokracji. Dużo niuansów.
Elewacja pawilonu brytyjskiego zastała przesłonięta jej fotograficzną
atrapą, zaś na maszcie przed pawilonem powiewała flaga brytyjska o zmodyfikowanych
- w irlandzkie - barwach. Najmocniejszym punktem tej wystawy, przesądzającym
w ogóle o randze całości, jest jednak projekcja wideo "Próg Królestwa"
przedstawiająca salę przylotów na londyńskim lotnisku i przybyłych właśnie
ludzi przechodzących przez automatycznie uchylające się drzwi. Projekcja
jest spowolniona, zaś ścieżkę dźwiękową stanowią chorały gregoriańskie.
Film niezwykle sugestywny i wieloznaczny kończy się trudną do zapomnienia
sceną, w której na "progu królestwa" pojawia się mężczyzna wyglądający
na Pakistańczyka, z wózkiem pełnym bagaży i kartką w ręku (adres?). Samotny
przybysz bezradnie rozgląda się, nikt nie wychodzi mu na spotkanie…

|
|
|
|
|
|
w
pawilonie włoskim - I część wystawy Haralda Szeemana "Płaszczyzna
humanizmu":
|
|
ENE-LIIS
SEMPER
FF/REW
Krótkie wideo z muzyką Beethovena w okrutny, ale i przewrotny sposób obchodzące
się z filmowym tematem grozy i śmierci, a w tym konkretnym wypadku samobójstwa.
Bohaterką jest sama artystka, która odbiera sobie życie, po chwili jednak…
ożywa, by po raz kolejny, tym razem w inny sposób popełnić samobójstwo.
Cudowne ożywienie dziewczyny dokonuje się za pomocą prostego zabiegu wideo
- cofnięcia taśmy, film się cofa, dziewczyna żyje, a potem zdarzenia toczą
się innym torem…
|
|
|
|
LUCINDA
DEVLIN
Architektura śmierci. Porażająco chłodna, wyestetyzowana, fotograficzna
kolekcja krzeseł elektrycznych i innych urządzeń o analogicznej funkcji
zainstalowanych w amerykańskich więzieniach.

|
|
|
|
w
Arsenale - II część wystawy Haralda Szeemana "Płaszczyzna humanizmu":
|
|
RON
MUECK
rzeźby
Superrealistyczne rzeźby specjalisty od filmowych efektów specjalnych.
Oskarżane przez polskich dziennikarzy o "manekinowatość" są
w istocie bardzo prostą i bardzo efektowną grą z figurą ludzką i ludzkimi
emocjami. Mimo, iż temat jest arcyrealistyczny, "arcyludzki"
i arcykonwencjonalny - męski akt - przez przeskalowanie (kucający chłopiec
ma prawie 5 metrów wysokości!) rzeźby te epatują niezwykłym efektem alienacji
człowieka, lęku, nierealności.


|
|
|
|
SALLA
TYKKÄ
Lasso
7-minutowy film wideo bezlitośnie grający na emocjach widza. Prosta skandynawska
historia - młoda dziewczyna w dresie podczas joggingu odwiedza dom znajomych.
Nikt jednak nie otwiera. Przez okno i żaluzje obserwuje młodego chłopaka
w jeansach ćwiczącego skoki przez lasso, po chwili po policzku spływa
jej łza. Cofa się…


|
|
|
|
ARNOLD
ODERMATT
Kolekcja malowniczych, czarno-białych fotografii przedstawiających wypadki
samochodowe sprzed kilkudziesięciu lat. Wszystkie zdjęcia są rezultatem
pasji emerytowanego dziś, szwajcarskiego policjanta, który przy okazji
pełnienia obowiązków służbowych fotografował…
|
|
|
|
MAGNUS
WALLIN
Exit
Animacja komputerowa nawiązująca do konwencji typowej gry komputerowej.
Jej bohaterami są jednak ludzie niepełnosprawni, uciekający z pułapki
przed nadciągającymi płomieniami. Celny strzał we współczesną kulturę
wizualną skutecznie eliminującą wizerunki słabszych i niepełnosprawnych
ze sfery rozrywki.

|
|
|
|
GEORGINA
STARR
The Bunny Lake Collection
Opowieść filmowa ze świata pop i haute-couture z elementami teatralnymi.
Zamaskowane dziecięce komando dokonuje masowego mordu podczas pokazu mody.
Zakrwawione modelki padają na wybieg, by po chwili przejść metamorfozę
- plamy krwi na ich sukniach zamieniają się w malownicze wzory z czerwonych
cekinów…
|
|
|
|
RICHARD
SERRA
Klasyka w dobrej formie. Dwa monumentalne spiralne labirynty. Trzeba wejść
do środka. Ściany nachylone są pod zmiennym kątem do ziemi, w efekcie
po chwili nasz błędnik zaczyna zawodzić i doświadczamy efektu bujania
znanego dobrze z weneckich tramwajów wodnych. Praca szczególnie polecana
dla osób, które nie wierzą w minimal art - tu to naprawdę działa! Abstrakcyjna
masa materii nie dotykając ciśnie człowieka.

|
|
|
|
Raster
po Wenecji
|
|
BIENNALE
HUMANIZMU?
|
Heli
Rekula Utitled (from theme Pilgrimage), 1996
|
Harald
Szeemann, dyrektor artystyczny Biennale, ma głowę do nośnych tytułów.

Dobrze wymyślony tytuł wystawy to połowa jej sukcesu, a może nawet więcej
niż połowa - dowodzi tego 49. Biennale Sztuki w Wenecji - już drugie zorganizowane
pod kierunkiem Szeemanna.
|
Tegoroczne
hasło "Plateau of Humankind" (trudno to ładnie i równie wieloznacznie
jak w oryginale przetłumaczyć - "Płaszczyzna humanizmu") błyskotliwie
wymyka się przyczynkarskim dywagacjom - nie jest to w istocie temat
wystawy lecz określenie czym wystawa sztuki w ogóle jest - płaszczyzną
humanizmu - miejscem, w którym dzieje się równocześnie wiele różnych
rzeczy, a wszystkie dają świadectwo o nas samych, ludziach. Wystawa
Szeemanna jest w tym roku jeszcze większa niż dwa lata temu, ale powstała
według takiego samego przepisu - grubo ponad stu artystów, w tym kilku
klasyków (tym razem patronują całości trzy instalacje Beuysa, a całość
wieńczą dwie zaskakująco dobre, monumentalne prace Richarda Serry) i
dużo, dużo młodych artystów, aby całość zachowała stosowną witalność.
Druga istotna sprawa - słuszny wniosek wyciągnięty jeszcze z ostatnich
documenta w Kassel - poważne prace o politycznym i społecznym wymiarze
należy przetykać lżejszymi, wyrafinowanymi formalnie. Obok prac smutnych
takie, przy których można się pośmiać lub podrygiwać w takt muzyki.
Chyba żeby uczynić zadość tytułowi, sporo jest na wystawie prac dosłownie
odnoszących się do tytułowej "płaszczyzny" i tytułowego "humanizmu".
Leit motivem uczyniono więc postać człowieka, która przewija się w większości
prac, a w wielu trochę na akademickiej zasadzie "studium figury
ludzkiej". Oczywiście duże wrażenie robią przeskalowane (zbyt wielkie
lub zbyt małe) rzeźby Rona Muecka, które otwierają część wystawy znajdującą
się w Arsenale, ale już na przykład "Flex" - projekcja wideo
Chrisa Cunnighama - jest niewiele więcej niż oszałamiającym wizualnie
i warsztatowo kiczem z nagimi, miętoszącymi się ludzkimi ciałami w rolach
głównych. Technika jest w pracach eksponowanych na biennale mocno posunięta
i wcale często wysuwa się na plan pierwszy, co może trochę zaskakiwać
w kontekście głoszonego z kuratorskiej ambony "humanizmu"
i opowiadaniu o przywracaniu za sprawom sztuki namacalności i zmysłowości
czasom zdominowanym przez niematerialny internet (mówił o tym Szeemann
podczas konferencji prasowej).
|
|
DOKUMENTY
I EMOCJE
Tak
jak przystało czasom po documenta X, na wystawie dominuje sztuka dokumentalna
- dużo takich fotografii i sporo filmów. Zwłaszcza zwiedzanie Arsenału
jest właściwie przechodzeniem z jednej sali kinowej do drugiej z oglądaniem
zdjęć w międzyczasie. Nie oznacza to jednak dyskomfortu, a wręcz przeciwnie,
bowiem sztuka (artyści) wyciąga trafne wnioski z tego co dzieje się dookoła
- fotografia i film to przecież media o niewątpliwie największej dziś
nośności i atrakcyjności. Miłym zaskoczeniem są filmy wideo, które bardzo
silnie wchodzą w konwencję kina i przybierają formę krótkich - poetyckich
lub sensacyjnych - fabuł. Tym co ciekawi ich autorów jest często sam mechanizm
gry na emocjach widza.
Szeemann ma wyraźną skłonność do gestów efektownych i symbolicznych. Całą
wystawę otwiera praca (zawieszona na elewacji pawilonu włoskiego) składająca
się z kilkudziesięciu obrazków przedstawiających flagi narodowe, w jednej
z pierwszych sal znajduje się "płaszczyzna myśli" - dosłownie
pochyła płaszczyzna, na której umieszczono kilkanaście rzeźb figuralnych:
z Afryki, Azji (posąg Buddy), Europy (oczywiście "Myśliciel"
Rodina). Pod tym względem to, co robi Szeemann jest przyjazne człowiekowi,
jest wyraziste i zrozumiałe, a nawet dosłowne. Pokazuje się i opowiada
tu prawdziwe historie, w sposób prosty (np. seria fotografii komór śmierci
w amerykańskich więzieniach) lub efektowny. Prace słabsze lub bardzo słabe
(które też tu są) pozwalają odpocząć na chwilę przed kolejnymi emocjami.
Trzeba też uważać, bo wykorzystując temat "humanizmu" Szeemann
dość często uderza w ton patetyczny, co skądinąd może też być traktowane
jako atut wystawy, np. przez miłośników "Tygodnika Powszechnego"
czy miesięcznika "Znak". Kurator, co trzeba przyznać, zatroszczył
się, aby jego wystawa była w nowoczesny sposób uniwersalna, a więc mówiąca
wszystkimi językami i o wszystkim.
KTO
ZAMIAST CHIŃCZYKÓW?
Prace o mieszkaniu, społeczeństwie, edukacji, konsumeryzmie,
emocjach, histerii, własnym ciele, ale też - nowość! (wreszcie) - o sporcie.
Zdarzają się też cuda, np. stół, który sam się porusza po pokoju. Zaniknęli
Chińczycy, tak preferowani przed dwoma laty, mniej jest prac manifestacyjnie
feministycznych, a o otwierającą Arsenał rzeźbę chłopca Rona Muecka wybuchł
nawet krótki spór podczas konferencji prasowej, kiedy Szeemann stwierdził,
że teraz kobiety przejmują władzę, więc mistyka i tajemnica może być z
kolei męska. W odpowiedzi natomiast, kto jest w tym roku zamiast Chińczyków
pół żartem, pół serio, ale zgodnie z faktami kurator stwierdził, że Finowie.
Jedna z Finek właśnie w prosty sposób podważyła diagnozę Szeemanna dotyczącą
władzy przedstawiając pracę o kobietach-prezydentkach. Wyliczyła, że takich
kobiet jest na całym świecie dokładnie siedem.
PAROGODZINNE
KOLEJKI
Na
tle wystawy Szeemana zupełnie dobrze wypadły pokazy w pawilonach narodowych.
Wielu artystów postawiło widzom twarde reguły gry - przed pawilonami pojawiły
się długie, nawet dwu-trzygodzinne kolejki, a wszystko po to by osiągnąć
precyzyjnie zaplanowany efekt, wprowadzić widza w stan totalnego szoku
lub niezwykłego skupienia. Tak zrobili Niemcy, Kanadyjczycy, Austriacy,
Francuzi, Amerykanie i wygrali na tym. W to wszystko wkomponowała się
zupełnie zgrabnie wystawa Tarasewicza w polskim pawilonie, kolorowa podłoga
przeznaczona do chodzenia i zadeptywania. Wprowadziła podobny walor podstawowej
interakcji między widzem a dziełem, namacalnego kontaktu z nim, tak jakby
to była droga ratowania wzajemnego zaufania - między człowiekiem, a jego
sztuką. Płaszczyzna humanizmu?
|
|
BIENNALE
W WENECJI
49. Międzynarodowa Wystawa Sztuki
Oficjalne nagrody i oficjalne uzasadnienia:
|
|
|
|
"La
Biennale di Venezia" Nagrody specjalne:
JANET CARDIFF i GEORGE BURES MILLER (Kanada)
"Za włączenie publiczności w nowe doświadczenie kinematograficzne,
w którym fikcja i rzeczywistość, technologia i ciało łączą się w złożone
podróże poprzez przestrzeń i czas."
(prezentowane w pawilonie kanadyjskim)

MARISA
MERZ (Włochy)
"Artystka będąca jedną z najwspanialszych wizjonerek naszych czasów."
(Płaszczyzna humanizmu/ prezentowane w pawilonie włoskim)

PIERRE
HUYGHE (Francja)
"Za badanie doświadczeń widza w przestrzeni projekcji wideo i mediów
elektronicznych. Za podejmowanie tematyki trwania, uczestniczenia, cyrkulacji
i współpracy."
(prezentowane w pawilonie francuskim)

|
|
Nagrody
Specjalne dla Młodych Artystów
ANRI SALA (Albania/Francja)
"Za pełen respektu filmowy portret starości i samotności we wspołczesnym
środowisku miejskim"
(Płaszczyzna humanizmu/ prezentowane w Corderie)

FEDERICO HERRERO (Kostaryka)
"Za świeże malarstwo ścienne w Artigalerie, w którym fantazja jest
projektowana na zastany specyficzny charakter miejsca."
(Płaszczyzna humanizmu/ prezentowane w Corderie)

JOHN
PILSON (USA)
"Za humorystyczne i anarchistyczne przedstawienie otoczenia biurowego.
Sztuka może wydarzać się kiedy najmniej się tego spodziewamy."
(Płaszczyzna humanizmu/ prezentowane w Corderie)

A1-53167
(Gwatemala)
"Za dokumentację samotnej i odważnej akcji na ulicach Gwatemali która
jest zarówno polityczna jaki i poetycka."
(Płaszczyzna humanizmu/ prezentowane w Corderie)
|
Polscy
dziennikarze piszą, Raster wyjaśnia
|
|
BIENNALE
- ERRATA
|
|
Drodzy
czytelnicy! Zdajemy sobie sprawę, że "Raster" nie jest jedynym
źródłem wiadomości na temat tego co dzieje się w świecie sztuki współczesnej.
Niewątpliwie od czasu do czasu trafiają w wasze ręce również inne periodyki,
w których publikowane są teksty o podobnej tematyce. Zdarza się również,
że prasa codzienna i tygodniki zamieszczają na swoich łamach artykuły,
których autorzy starają się przekazać wam własne informacje i opinie na
temat sztuki. Czytając prasę, trudno ominąć i tego typu publikacje. Choćby
z czystej ciekawości oka przebiega po linijkach tekstu, może a nuż, trafi
na coś istotnie ciekawego? Mając na względzie powyższe i przede wszystkim
dobro wasze, drodzy czytelnicy, postanowiliśmy przy okazji tak znaczącego
wydarzenia artystycznego jakim jest biennale sztuki w Wenecji zapoznać
się szczegółowo z opublikowanymi na łamach krajowej prasy relacjami z
tej imprezy. Dostrzegliśmy, że teksty te różnią się często znacznie od
siebie nie tylko w ocenie poszczególnych faktów (co naturalne), ale również
w ich opisie. Co więcej, mając świeżo w pamięci własny pobyt na biennale,
spostrzegliśmy, że wiele przedstawionych przez dziennikarzy faktów w istocie
nie miało miejsca, inne zaś miały zgoła odmienny niż opisywany kształt.
Dlatego też poważyliśmy się na opracowanie przypisów wyjaśniających meandry
niektórych tekstów z polskiej prasy. Mamy nadzieję, że nasze skromne uzupełnienia
pozwolą czytelnikowi, który nie miał okazji skonfrontować doniesień prasowych
z rzeczywistością, wyrobić sobie pełniejszy i co najważniejsze - prawdziwszy
obraz weneckiej imprezy.
|
|
---
|
|
Na
łamach "Art&Business"
redaktor Krzysztof Stanisławski wyjaśnia kulisy
przemian, jakim ulega biennale: "Harald Szeemann zreorganizował "Aperto",
które od 20 lat było forum prezentacji młodych artystów, najczęściej proponowanych
przez komisarzy narodowych. Przed dwoma laty zorganizował "dAPERTutto",
natomiast w tym roku całkowicie zmienił formułę
przygotowując autorski przegląd pt. "Plateau of Humankind"
(…), który stał się jednocześnie podtytułem całego 49. biennale."
Wyjaśniamy:
Aperto (pierwsza edycja w 1980 roku) nie było od 20 lat prezentacją młodych
artystów, ponieważ ostatni raz odbyło się w 1993 roku. W bieżącym roku
Szeemann nie "zmienił całkowicie formuły" biennale, bo wystawa
"dAPERTutto" przed dwoma laty również była "autorskim przeglądem"
i pod względem organizacji, struktury i przestrzeni wystawowej niewiele
różniła się od tegorocznej "Plateau of Humankind". Jedynie jej
tytuł był nawiązaniem do dawnego "Aperto", którego Szeemann
był onegdaj jednym z inicjatorów. Przy okazji wyjaśniamy, że najmłodszym
uczestnikiem biennale był nie Joao Onofre (ur. 1976), jak podaje red.
Stanisławski lecz Federico Herrero (ur. 1978). Dziwna pomyłka zważywszy,
że Herrero dostał nawet jedną z nagród specjalnych dla młodych artystów,
a katalog biennale jest ułożony od najstarszego do najmłodszego uczestnika,
wystarczy więc jeden rzut oka do książki i wszystko wiadomo. Nieścisła
jest również informacja, jakoby "zastęp modlących się mnichów"
w pawilonie rosyjskim był dziełem Olgi Czernyszewej i Siergieja Szutowa.
Autorem instalacji "Abacus" jest Szutow. Czerbyszewa jest autorką
zupełnie innej pracy prezentowanej równolegle w pawilonie rosyjskim. To
również łatwo sprawdzić w katalogu, z czego wniosek, że red. Stanisławski
w ogóle z niego nie korzystał.
|
|
Pisze
w "Rzeczpospolitej" ("Rodzeństwo
Wielkiego Brata", 11.06.2001) Monika Małkowska:
"Możemy tylko pocieszyć się, że sukces niemiecki w pewnej mierze
był i naszym udziałem - artystę wcześniej zauważyła Galeria Foksal i urządziła
mu wystawę. Tak więc "Labirynt" miał premierę
w Warszawie, nie w Wenecji."
Wyjaśniamy:
Pani redaktor dokonuje tu wielkodusznego skrótu myślowego: owszem warszawska
Galeria Foksal prezentowała wystawę Gregora Schneidera (w 1997, a także
w 2000), była nawet współwydawcą pierwszego obszernego katalogu artysty,
nie jest jednak prawdą, że "Labirynt" miał premierę w Warszawie.
Po pierwsze, w takiej formie jak w Wenecji projekt Schneidera był pokazywany
po raz pierwszy, w Warszawie mogliśmy oglądać jedynie jego fragment, po
drugie przed wystawą w Warszawie Schneider pokazywał już różne fragmenty
swego domu (począwszy od 1992 roku w Mönchengladbach), a po trzecie praca
Schneidera nie nosiła i nie nosi tytułu "Labirynt", tylko "Martwy
dom ur".
|
|
Ta
sama autorka, w tym samym tekście pisze, iż: "Serra, wybitny reprezentant
minimal-artu, stworzył trzy monumentalne, spiralne labirynty…"
Wyjaśniamy:
Istotnie Serra stworzył trzy "monumentalne, spiralne labirynty",
o czym łatwo można się przekonać wertując katalog wystawy i przyglądając
się zamieszczonym tam zdjęciom. To też z pewnością uczyniła dziennikarka,
gdyby bowiem sprawdziła jak się rzecz ma na wystawie, zauważyłaby, że
były tam pokazywane jedynie dwa "monumentalne, spiralne labirynty".
Przypadek pani Moniki Małkowskiej jest więc dokładnie odwrotny niż red.
Stanisławskiego z "Art&Business". Wniosek: za dwa lata powinni
połączyć swoje siły - jedno obejrzy wystawę, drugie przestudiuje katalog,
a po skonfrontowaniu wrażeń wspólnie napiszą bezbłędną relację.
|
|
W
"Polityce" (nr 25, 23.06.2001) odważnie
pisze o biennale Piotr Sarzyński: "Liczą się
układy, siła przebicia, pieniądze włożone w promocję, trochę szczęścia.
Artyści wystawiają więc swą sztukę jak prostytutki swe ciało: grunt to
dać się zauważyć. I nikomu nie przeszkadza, że tu chodzi jedynie o owe
piętnaście minut. Galerzyści, kuratorzy, muzealnicy stale bowiem potrzebują
czegoś nowego, najlepiej coraz młodszego, działając wedle zasady
3xW: Wylansować, Wykorzystać, Wyrzucić."
Wyjaśniamy:
Pan redaktor Sarzyński dał się ponieść demagogicznym emocjom. Zarzucając
"galerzystom, kuratorom, muzealnikom" ciągłe poszukiwanie nowości
sięgnął granic absurdu, ale być może istotnie pan Sarzyński jest wyjątkowym
przykładem miłośnika sztuki współczesnej: nie interesują go w sztuce żadne
nowości, przeciwnie, wolałby oglądać co dwa lata w Wenecji jedynie starych
artystów, coraz starszych, a najlepiej od dawna nie żyjących. Wyjaśnijmy
więc, że idealnym miejscem dla pana Sarzyńskiego jest w Wenecji muzeum
Akademii, gdzie eksponowane są doskonałe skądinąd prace Tycjana, Veronese,
Bellinich i wielu innych, i to nie raz na dwa lata, ale cały czas.
|
|
Dalej
pisze pan Sarzyński m.in.: "…mogłem obejrzeć
sobie typowo prasowe cykle zdjęć z wypadków drogowych w
Niemczech…"
Wyjaśniamy:
Nie mógł obejrzeć. Autorowi chodzi o fotografie Szwajcara Arnolda Odermatta,
przedstawiające wypadki samochodowe w Szwajcarii.
|
|
Sarzyński:
"Harald Szeemann zignorował natomiast niemal
całkowicie tradycyjne malarstwo sztalugowe (…),
nie mówiąc już o grafice czy rzeźbie. O dziwo, mało nawet było typowych
instalacji, do których tak nas przyzwyczaiła współczesna sztuka."
Wyjaśniamy:
Pan redaktor Sarzyński nie przyzwyczaił się jeszcze najwyraźniej do sztuki
współczesnej. Przyzwyczaił się za to do archaicznego, XIX-wiecznego sposobu
klasyfikacji sztuki, dzielenia jej na typy w zależności od formy: osobno
obrazy, osobno rzeźby, osobno grafika. Najgorsze jest jednak to, że na
takim szufladkowaniu redaktor poprzestaje, nie starcza mu już siły na
przeanalizowanie sensu poszczególnych prac, w efekcie jedyne co mu pozostaje
to zdziwienie.
|
|
Sarzyński:
"Ze świecą szukać było w Wenecji jakichkolwiek artystycznych prowokacji,
które zawsze stanowiły sól sztuki. (…) Teraz szczytem prowokacji okazał
się pokój cały wyłożony podpaskami (Priscilla Monge),
zdjęcia ścian z publicznych ubikacji (Paul Graham) czy happening zorganizowany
przez austriackich artystów, a skierowany przeciw Jörgowi
Haiderowi."
Wyjaśniamy:
Redaktor Sarzyński powiela najgorsze dziennikarskie stereotypy uważając,
że "prowokacja jest solą sztuki" i usiłując doszukiwać się na
siłę sensacji. Prowokacja kojarzy mu się zresztą dość banalnie z podpaskami,
ubikacjami i faszystami. Na dodatek nietrafnie. Dwie pierwsze z wymienionych
prac niewiele miały z prowokacją wspólnego, natomiast co do trzeciej -
nie jest do końca jasne o jaki "happening" autorowi relacji
chodzi. Być może ma na myśli akcję przygotowaną przez parę austriackich
artystów nie biorących udziału w biennale, polegającą na przeprowadzeniu
fikcyjnego otwarcia pawilonu austriackiego pod polskim pawilonem i wcieleniu
się w rolę kanclerza oraz ministra kultury Austrii. Jeśli chodziło o tą
właśnie akcję, to ocena jej jako skierowanej "przeciw Jörgowi Haiderowi"
jest sporym uproszczeniem. W istocie chodziło o krytykę politycznej nowomowy
i nacjonalistycznej struktury biennale, podczas którego prezentuje się
sztukę w narodowych pawilonach, które mają - jak ambasady - status terytorium
państwowego.
|
|
W
miesięczniku "Arteon" (nr 7, lipiec 2001)
Aleksandra Hołownia wylicza państwa, które w tym
roku po raz pierwszy wzięły udział w biennale: "Argentyna, Chile,
Cypr, Honkong, Jamajka, Nowa Zelandia, Singapur, Tajwan, Ukraina, Republika
Macedonii, Boliwia, Kolumbia, Kostaryka, Kuba, Dominikana, Ekwador, Gwatemala
i kraje afrykańskie."
Wyjaśniamy:
Argentyna, Cypr, Tajwan, Boliwia, Kolumbia, Kostaryka, Kuba, Dominikana,
Ekwador brały już udział w Biennale dwa lata temu. W tym samym tekście
autorka wyliczając laureatów nagród pominęła zdobywcę Złotego Lwa Cy Twombly
oraz nagrody specjalnej - Kanadyjczyków Janet Cardiff i George Buresa
Millera.
|
|
ciąg
dalszy, niestety, zapewne nastąpi
|