Olbrychski copywriter
Belmondo do Olbrychskiego
Kompromitacja ministra

Nowe życie biletera

KTO ZA KIM?
Złote myśli Kmicica
Nasz komentarz
Kwiek do Olbrychskiego
Listy od czytelników
Mikrowywiad z Uklańskim
Ciekawostki
Prasa po aferze
ekspertyza prawna
AKTOR tekst Warpechowskiego
ostatnia aktualizacja 07.01.2001


PIOTR UKLAŃSKI WYŁĄCZNIE DLA RASTRA
MIKROWYWIAD

PIOTR UKLAŃSKIZ NOWEGO JORKU OPOWIADA O OLBRYCHSKIM I SWOICH FILMOWYCH FASCYNACJACH

RASTER: Nasze pytanie jest nie związane z niedawnym incydentem w Zniechęcie. Wiemy, że interesujesz się filmem, słyszeliśmy, że planujesz nawet kręcenie westernu w jurze krakowsko-częstochowskiej. Powiedz, która z licznych kreacji filmowych popularnego polskiego aktora Daniela Olbrychskiego zapadła ci najmocniej w pamięc i dlaczego?

UKLAŃSKI: Kmicica? Całował się z Braunek.

RASTER: Który z seriali podobał ci się bardziej: "Czterej pancerni i pies" czy "Stawka większa niż życie"?

UKLAŃSKI: Najbardziej w polskiej kinematografii podoba mi się element zwierzęcy. Pies Szarik, który grał później Cywila. Koń Horeszki (ten w biało-czarne cętki), który wcześniej grał w Ogniem i Mieczem. Nadmierna eksploatacja zmusza do identyfikacji.

RASTER: Mieszkasz obecnie w Nowym Jorku. Jakie 3 przedmioty kojarzą ci się najbardziej z Polska?

UKLAŃSKI: Szabla Kmicica
szabla Kmicica
szabla Kmicica.

 


Świat po cięciu Kmicica
CIEKAWOSTKI

Starowieyski się zbroi

Starowieyski się zbroi

Po efektownym wyczynie Olbrychskiego w Zniechęcie również inni gwiazdorzy rodzimej estrady postanowili pójść w jego ślady i w podobny sposób podbić serca publiczności. Na zdjęciu Franciszek Starowieyski, mistrz arte polo, ćwiczy strzelanie z procy przed planowanym atakiem na Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie.
fot. "Euro VIP", nr 1/2000

Rodzeństwo cięte na sztukę
Jak się dowiedzieliśmy, brat Daniela Kmicica Olbrychskiego, przebywający w domu dla byłych naukowców PAN w Konstancinie, postanowił skopiować wyczyn znanego aktora. Zainspirowany akcją brata w Zniechęcie rzucił się na rzeźbę stojącą w konstancińskim ośrodku - był to akt kobiecy wykonany z gliny przez studenta warszawskiej ASP - i odrąbał jej biust. Po tym wyczynie Olbrychski brat został odwieziony do zakładu dla chorych psychicznie.
ZNIECHĘTA - jednorazowa przepustkaZnięchęta umacnia fortyfikacje
Nowa firma ochroniarska zatrudniona przez Zniechętę (po kmicicowskim blamanżu agencji Falck) wprowadza na terenie tej zasłużonej placówki nowe standardy bezpieczeństwa. Teraz każdy gość odwiedzający biura Zniechęty musi okazać dowód tożsamości, na podstawie którego wystawiana jest jednorazowa przepustka (do zwrotu przy wyjściu). Dodatkowo gość odznaczony zostaje naklejką z numerem przepustki (to może wziąć sobie do domu na pamiątkę). Rozwiązanie to przypomina trochę zasady stosowane w warszawskim muzeum narodowym (pozostawianie w recepcji dowodu). Mamy nadzieję, że nie jest to zapowiedź stopniowego upodobniania pod względem programowym Zniechęty do muzeum.
Frączkiewicz się przypominaZbigniew Fršczkiewicz - uszkodzony kolos w Gorzowie
Dzięki "cięciu Kmicica" jest okazja, żeby świeżym okiem spojrzeć, na podobne spektakularne zdarzenia, które miały miejsce już jakiś czas temu i trochę - niesłusznie - zatarły się w pamięci. Artysta pałerysta Zbigniew Frączkiewicz przysłał nam zdjęcie jednego ze swoich żelaznych ludzi, który wywołał wielkie poruszenie w Gorzowie Wielkopolskim, w czasie gdy miasto to szykowało się do wizyty papieża. Profilaktycznie pozbawiono go wówczas przyrodzenia. Pisze Frączkiewicz: "WASZ "RASTER" JEST LEPSZY OD "NIE" URBANA. WIĘC PODSYŁAM WAM ODPOWIEDNIE MATERIAŁY: OTO FOTKA KUTASA (OD "ŻELAZNEGO"), USZKODZONEGO SIEKIERĄ (NIE SZABLĄ) W GORZOWIE, PARĘ LAT TEMU."

 

Monika Zielińska odpowiada na pytanie RASTRA
Raster: W zwiazku z wyczynem Olbrychskiego w Zniechecie wypowiadalo sie juz paru prawnikow, jednak na ogol rozwazali sprawe pod katem naruszenia dobr osobistych olbrychskiego - wykorzystania wizerunku aktora bez jego zgody. Nas interesuje to od drugiej strony - czy i jak moznaby bronic Uklanskiego, czy np. istnieje zapis dopuszczajacy wykorzystywanie, bez pytania o zgode, wizerunkow osob publicznych, powszechnie dostepnych materialow promocyjnych itp. do celow (dziel) artystycznych, na przyklad jako cytatow, fragmentow kolazy itp.? Czy wolno i na jakich warunkach, przetwarzac artystycznie zdjecia i innego rodzaju wizerunki bez zgody ich prawnych wlascicieli? Dla przypomnienia - praca Uklanskiego sklada sie z 164 fotografii aktorow w mundurach nazistowskich. Fotografie pochodza z roznych zrodel (fotosy, kadry z filmow, fot. okladek kaset video) i sa opisane na osobnej planszy (nazwisko aktora, tytuł filmu, z którego pochodzi zdjecie i jego producent).
OPINIA PRAWNIKA

Praca Uklańskiego pt. "Naziści" jest asamblażem z ponad stu sześćdziesięciu zdjęć aktorów w nazistowskich mundurach. Zgodnie z oświadczeniem Uklańskiego, wykorzystane przez niego fotografie pochodzą z powszechnie dostępnych materiałów promocyjnych filmów (fotosy, okładki kaset video) oraz bezpośrednio z filmów (kadry), i każda opatrzona została informacją o źródle pochodzenia i autorze utworu audiowizualnego.
Powstałe w ten sposób dzieło plastyczne ma charakter zbioru i jest przedmiotem prawa autorskiego (niezależnie od prawnoautorskiego statusu zawartych w nim materiałów) o ile przyjęty w nim dobór, układ lub zestawienie mają twórczy charakter (art.3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. Nr 24 z 1994, poz. 83, z późniejszymi zmianami, zwanej dalej "pa"). Praca Uklańskiego jest samoistnym przedmiotem prawa autorskiego.

Wątpliwości prawne budzi jednak dopuszczalność wykorzystania przez niego zdjęć filmowych, przedstawiających aktorów.
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje kilka sytuacji, w których dopuszczalne jest wykorzystanie cudzego utworu lub jego fragmentu bez zgody właściciela praw autorskich do tego utworu. W ramach tzw. dozwolonego użytku chronionych utworów wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości (art.29 ust.1 pa). Dzieło plastyczne skonstruowane na zasadzie asamblażu, z definicji oparte musi być na cytatach (innych dzieł plastycznych lub przedmiotów codziennego użytku). W wypadku pracy Uklańskiego przytoczenie nastąpiło zatem w granicach uzasadnionych prawami gatunku twórczości i z zachowaniem warunku podania źródła i autora (art. 34 pa). Wobec dużej ilości zaczerpniętych zdjęć i oryginalności pomysłu ich doboru i zestawienia, dzięki któremu powstała zupełnie "nowa jakość", nie ma wątpliwości, że pojedyncze cytaty spełniają rolę podrzędną wobec całości. Inkorporowane do pracy "Naziści" zdjęcia są jedynie fragmentami utworów audiowizualnych (kadry) lub drobnymi utworami (fotosy). W odniesieniu do kadrów filmowych, nie wydaje się, aby ich wykorzystanie mogło naruszyć normalne korzystanie z utworu audiowizualnego, z którego pochodzą.
Zgodnie z brzmieniem art. 35 pa cytowanie nie może jednak godzić w słuszne interesy twórcy. W kontekście tego przepisu konieczne jest przywołanie szczególnego przesłania pracy "Naziści". Nagromadzenie wizerunków pięknych mężczyzn w eleganckich mundurach, ma na celu zwrócenie uwagi na sposób konstruowania wizerunku nazisty we współczesnej kulturze masowej. Ostrze krytyczne pracy Uklańskiego nie jest zatem wymierzone w pojedynczych producentów tych obrazów, czy służących im swoimi wizerunkami aktorów, Uklański analizuje przekaz kulturowy, który wykształcił się jako suma tych pojedynczych działań. Ograniczenie krytyki w wydaniu Uklańskiego, ze względu na ewentualne zagrożenie "słusznych interesów twórców", prowadziłoby do istotnego ograniczenia krytyki w ogóle. Zgodnie z opinią Elżbiety Traple wyrażoną w Komentarzu do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, "cytat z cudzej twórczości, nawet dość obszerny jest (...) dopuszczalny w przypadku dokonywania analizy krytycznej. Odbiorca takiej krytyki musi bowiem wcześniej zapoznać się dość dokładnie z analizowanym dziełem lub jego fragmentem, żeby zrozumieć jego krytykę" (Warszawa, 1995, str. 201). Jeśli zatem uznać pracę "Naziści" za dzieło krytyczne w stosunku do kreowanego przez kulturę masową przekazu, brak jest podstaw, do przedkładania ochrony interesów twórców zacytowanych przez Uklańskiego utworów, nad ochronę interesów społeczeństwa i konstytucyjnego prawa do wolności wyrażania poglądów.

Asamblaż Uklańskiego demaskuje pewną konwencję przedstawiania postaci nazistów, i jako taki może być postrzegany, jako dzieło powstałe w wyniku inspiracji cudzym utworem (art.2 ust.4 pa), a w szczególności jako specyficzna parodia czy pastisz. Korzystanie z utworu zainspirowanego cudzym utworem, nie wymaga zgody twórcy utworu inspirującego. Wprowadzenie konieczności uzyskania takiej zgody doprowadziło by bowiem prawdopodobnie do wymarcia parodii i pastiszu jako sposobów wypowiedzi.

Zagadnieniem istotnym dla oceny dopuszczalności użycia w przedmiotowej pracy zdjęć aktorów, jest zakres ochrony wizerunku tych osób.
Przepisem art. 81 ust. 2 pkt. 1 pa., zwalnia z obowiązku uzyskania zezwolenia przy rozpowszechnianiu wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności zawodowych. Niewątpliwie aktor grający w rozpowszechnionym filmie pełni publicznie funkcję zawodową. W ustawie o prawie autorskim brak jest definicji osoby powszechnie znanej i interpretacja tego zwrotu należała by do sądu. W przypadku Daniela Olbrychskiego, raczej nie byłoby wątpliwości, że jest on osobą powszechnie znaną w rozumieniu prawa autorskiego, zatem rozpowszechnianie jego filmowego wizerunku w roli nazistowskiego oficera nie wymagałoby zapewne uzyskania zezwolenia.

Rola oficera III Rzeszy stanowi prawdopodobnie przedmiot prawa do artystycznego wykonania (art. 85 ust.1 pa). Ustawowa definicja artystycznego wykonania kładzie nacisk na wykonanie utworu, a w szczególności działanie aktora, jako konstytutywne dla tego przedmiotu praw pokrewnych. Nie wydaje się zatem uzasadnione, twierdzenie, że pojedyncza klatka z filmu z utrwalonym na niej wizerunkiem autora stanowi przedmiot prawa do artystycznego wykonania w rozumieniu ustawy. Twierdzenie, że cytat klatki z filmu narusza prawo do ochrony dóbr osobistych dotyczących artystycznego wykonania, zdaje się nie znajdować uzasadnienia w powyższym przepisie.
Przy rozszerzającej wykładni pojęcia artystycznego wykonania, nie można jednak wykluczyć, że uwiecznionemu na fotosie aktorowi, przysługiwałoby roszczenie z tytułu art.78 pa. Zdaniem Anny Wojciechowskiej (w: "Czy autorskie dobra osobiste są dobrami osobistymi prawa cywilnego?", KPP 1994/3/371) "do naruszenia autorskich dóbr osobistych dochodzi nie wtedy, gdy doszło do zakłócenia spokoju psychicznego twórcy, ale wówczas, gdy została naruszona więź, która:
1) łączy autora z konkretnym utworem,
2) dotyczy sfery odbioru tego konkretnego dzieła przez publiczność".
Naruszenie tych więzi między aktorem, utworem a odbiorcą i jego zakres, wymagałyby ewentualnego udowodnienia przed sądem. Uklański zachował jednak więź aktora z artystycznym wykonaniem w danym filmie, przez zamieszczenie odpowiedniego podpisu pod kadrem, wskazującego na imię i nazwisko aktora oraz tytuł i producenta filmu. Ponadto cytat z filmu został wybrany właśnie ze względu na okoliczność, że tak wyglądający aktor odtwarza daną postać fikcyjną. Ewentualne zarzuty mogłyby dotyczyć wyłącznie sfery odbioru dzieła, której naruszenie wydaje się praktycznie niemożliwe do udowodnienia.

O dokonaniu naruszenia dobra osobistego (np. czci, art. 23 i 24 kodeksu cywilnego) decyduje obiektywna ocena konkretnych okoliczności, nie zaś subiektywne odczucie osoby zainteresowanej (por. orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 28.08.1996,U I ACr 341/96, publ. OSA 1997/7-8/43). Naruszenie i jego zakres musiałyby zostać wykazane przez poszkodowanego na drodze sądowej.

Monika Zielińska, Warszawa, 3.12.2000

 

Liczne wywiady telewizyjne, minuty szczerości, towarzyskie gry i "bezludne wyspy" obnażają ich ubóstwo duchowe i umysłowe
Zbigniew Warpechowski
AKTOR

Pozycja społeczna aktora w Polsce jest niewspółmiernie do zasług przedstawicieli tego zawodu, wysoka. Jest to konsekwencja oczekiwań jakie wiązało z jego przydatnością dla swoich celów, socjalistyczne państwo. Jak wiadomo aktor zagra każda kanalię, nie bacząc na to jakiemu wyrazowi politycznemu jego przedstawienie ma służyć. Przykładów na to mamy bardzo wiele. Aktorzy stanowili , i wciąż stanowią ozdobę dworów i salonów, szczególnie kiedy posiadacze i mieszkańcy tych salonów są podłej proweniencji. Na dworach prawdziwych arystokratów aktorzy się nie panoszyli. Znaczenie aktorskiego lobby stało się tak wielkie, że żaden polityk nie poważy się umiejscowić ich statusu na właściwym dla jakości wykonywanej przez nich pracy, miejscu. Tak rozkoszna sytuacja deprawuje ich i sprawia, że będąc właściwie poza krytyką, aktorstwo jako kunszt przedstawia się coraz bardziej żałośnie. To widać zwłaszcza wtedy, kiedy nie dyscyplinuje ich bat reżysera.
Liczne wywiady telewizyjne, minuty szczerości, towarzyskie gry i "bezludne wyspy" obnażają ich ubóstwo duchowe i umysłowe, i bezwstyd w obnażaniu się. Ich pycha i beztroska wspierana jest wysokim taryfikatorem usług, zwłaszcza jeżeli chodzi o aktorska elitę, którą codziennie można oglądać na ekranach tv. Daniel Olbrychski jest uosobieniem wszystkich zalet tego zawodu, z wyjątkiem kunsztu aktorskiego, którego nikt nie podziwiał. Słynie on z tego. że potrafi on cieszyć się ze swojego sukcesu, i umiejętnie go podkreślać i manifestować, jeżdżąc na białym koniu tu i tam.
Innego rodzaju spadkiem po komunie, kompromitującym polskie , zwłaszcza te medialne elity , zwane kulturalnymi, jest jawnie manifestowana ignorancja sztuki współczesnej. Komuniści przedstawiali ją jako efekt demoralizacji i degradacji człowieka w ustroju kapitalistycznym, co wspierane było koniunkturą dla nieuctwa i bezhołowia. Koniunktura ta trwa nadal, zwłaszcza w kręgach bogacących się bez wysiłku i bezkarnie.
W żadnym kraju o ciągłej kulturze, gdzie elity nie zaznały dobrodziejstwa komunizmu, ani też najpopularniejszy i najbogatszy aktor hollywoodzki, nie poważy się zabierać głosu publicznie w sprawach dotyczących sztuki współczesnej. Aktorzy mają swoje pieniądze, popularność i łajdactwo, sztuka jest dla osób miłujących sztukę, chroniona profesjonalnym cenzusem jej promotorów. W Polsce, osoby prominentne, a nawet zasłużone dla kultury w innych dziedzinach, potrafią bez zażenowania wygłaszać publicznie brednie o sztuce współczesnej, licząc na "wyrozumiałość" znanych z wysokiej kultury redaktorów i nieustająco ogłupianego społeczeństwa.
Nie bez powodu autoreklamiarski wygłup Daniela Olbrychskiego wsparto teleplebiscytem. Co ciekawe , że jego rezultat 6 tysięcy za, i tysiąc przeciwko niemu świadczy o wysokiej kulturze Polaków, jak też o niskich notowaniach gwiazdora.
Pozostaje problem promocji sztuki, informacji o niej i zaplecza instytucjonalnego dla artystów. Stacja telewizyjna wykonała posłusznie prywatne zamówienie aktorskiego idola, wspierając swoją napastliwością jego arogancję i samouwielbienie, natomiast zasadą jest ignorowanie przez media kompetentnych przekazów o istotnych wydarzeniach artystycznych. Tanie sensacje i prymitywne chwyty propagandowe przynoszą natychmiastowe korzyści posiadaczom mediów, o kulturze nikłe pojęcie ma nawet sam minister.
Wystawa Piotra Uklańskiego, tak jak każde dzieło sztuki, pokazuje w artystycznej kondensacji to, co ludzie widzieli miliony razy, ale czego nie dostrzegli. Piotr pokazał to, co media wyprawiają z ludzką wyobrażnią, czemu nikt nie śmiał się przeciwstawić, z bardzo prozaicznych powodów. Jego wiedza i wyobraźnia na temat II-giej Wojny Światowej została ukształtowana przez media i za pośrednictwem tak pieczołowicie chronionych twarzyczek, jak miedzy innymi, buźka naszego "Kmicica". Piotr Uklański miał prawo wybrać sobie to co uważał za znaczące z tej pseudoartystycznej mierzwy, i pokazać nam swój stosunek do niej. Nibyartysta Olbrychski zakwestionował prawo artysty, wiedząc, że błazeństwo gwarantuje mu poklask. Nie dziw, że dopisał się do niego znany z wysokich lotów umysłowych Franek Starowieyski. Podobno zgłaszają się już następni. Pospolite ruszenie pospolitych i prymitywnych sadów o sztuce, w wykonaniu gwiazd estrady, kina, parlamentu, telewizji, z gwarantowanym wsparciem gawiedzi i motłochu, już ruszyło. Sukces medialny gwarantowany. Głupota pójdzie w świat.
Zbigniew Warpechowski

 

Kmicic atakuje
Olbrychski copywriter

Daniel Olbrychski w wypowiedzi dla telewizyjnych „Wiadomości" (TVP, program 1, 23.11.) wyjaśnił, że nie miałby nic przeciwko wystawie Piotra Uklańskiego, gdyby nie jej tytuł „Naziści". Zaproponował własny, satysfakcjonujący go tytuł. W uznaniu wysokiego poziomu kreacji, przytaczamy wymyślony przez Olbrychskiego tytuł bez komentarza i wersalikami:
„AKTORZY, KTÓRZY GRALI W FILMACH PRZYWDZIEWAJĄC MUNDURY NAZISTOWSKIE W FILMACH GŁĘBOKO SKIEROWANYCH PRZECIWKO IDEOLOGII NAZISTOWSKIEJ".

 


Belmondo do Olbrychskiego

Na antenie „Wiadomości" (TVP, program 1, 23.11.) Daniel Olbrychski zaprezentował faks jaki otrzymał od Jean-Paula Belmonda i odczytał jego treść:
Jestem zgorszony i oburzony tym w jaki sposób można się posłużyć fotosem z filmu. Popieram twój gest i gdybym był w Warszawie, wykonałbym taki sam.
Poniżej publikujemy pełne i poprawne tłumaczenie listu:

Jestem oburzony i zszokowany faktem, ze można było posłużyc sie zdjęciem z filmu w celu pokazania go na potwornej wystawie o nazizmie. Popieram pański gest i gdybym tylko był w warszawie, zrobiłbym to samo.
z podziekowaniami i z wyrazami przyjaźni.
j.p.b.

List od Belmondo

Umieramy z ciekawości, jak Olbrychski opisał Belmondowi wystawę Uklańskiego, skoro francuski gwiazdor pisze w swym liście o "okropnej wystawie o nazizmie", jakby chodziło o wystawę historyczną na temat II wojny światowej.

 

Kompromitacja ministra

Minister Ujazdowski
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Parku Łazienkowskim przed pomnikiem Szopena dłuta Szymanowskiego.
22.11.00 Minister Ujazdowski nakazał zamknięcie wystawy Uklańskiego w Zniechęcie
.

...i do momentu ustawienia tablicy wyjaśniającej, iż wierzba i postać kompozytora przechylają się z powodu wiatru, a nie nadużycia przez Szopena alkoholu, pomnik będzie przykryty plandeką. Taka jest moja decyzja, stoję po stronie kultury.

 

„Cięcie Kmicica" podziałało ludziom na wyobraźnię i uruchomiło w nich niezwykłą potrzebę wyrażenia za wszelką cenę własnej opinii - choćby to była opinia kompromitująca. Fenomen ten można również tłumaczyć chęcią zabłyśnięcia choćby na moment światłem odbitym od jaśniejącej teraz z pełną mocą gwiazdy Olbrychskiego. W minionym tygodniu mieliśmy więc do czynienia z całą serią efektownych, kompromitujących wystąpień. Oj kusi głupota, kusi... Tę smutną listę otwiera minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Kazimierz M. Ujazdowski (prawnik), który nakazał zamknięcie wystawy Uklańskiego w Zniechęcie, a jej ewentualne ponowne otwarcie uzależnił od opatrzenia ekspozycji komentarzem wyjaśniającym, że wystawa ma przesłanie antynazistowskie oraz usunięcia z wystawy zdjęć polskich aktorów. Po tak kompromitującej (bezpodstawnej) decyzji minister postanowił brnąć dalej w żenadę i zaczął wyjaśniać, że jego decyzja nie ma żadnego związku z akcją Olbrychskiego, jest tylko reakcją na kontrowersje jakie pokaz Uklańskiego wzbudza wśród opinii publicznej. Przypomnijmy więc, że Ujazdowski wygłosił swoje oświadczenie w trzy tygodnie po otwarciu wystawy Uklańskiego i 10 dni przed jej planowanym zamknięciem, a bezpośrednio po „cięciu Kmicica", które zgodnie ze słowami samego Olbrychskiego, było starannie, z myślą o mediach przygotowanym skandalem. Powoływanie się przez ministra na opinię publiczną, w sytuacji gdy ta została całkowicie zmanipulowana przez medialny incydent, zakrawa więc na żart.

Niestety, nie tylko pana ministra podkusiło. Oto lista wybranych osobistości publicznych, które skompromitowały się przy okazji „Cięcia Kmicica":
(gwiazdką oznaczamy osoby, które były skompromitowane już wcześniej)

M. K. Ujazdowski - Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prawnik
Jan Englert - aktor
Kazimierz Kaczor - aktor, prezes ZASP
Stanisław Brejdygant - popularny niegdyś aktor
Andrzej Osęka* - reanimowany przez „Gazetę Wyborczą" gwiazdor polskiej krytyki artystycznej lat. 50.
Franciszek Starowieyski* - artystyczny hochsztapler, mistrz arte-polo
Jan Błeszyński - profesor, współautor ustawy o prawie autorskim
Magdalena Środa - dr filozofii na Uniwersytecie Warszawskim, ławniczka
Jacek Woźniakowski* - historyk sztuki, profesor
Barbara Majewska* - krytyk sztuki, eks-dyrektor Zniechęty
Jerzy Pilch - pisarz i felietonista
Krzysztof Zanussi - reżyser filmowy

Firma ochroniarska „Falck" - pilnowała wystaw „Klasycy XX wieku" i „Naziści" w Zniechęcie, jej pracownicy pozwolili Kmicicowi porąbać cztery wiszące na wystawie fotografie, a jedną wynieść z galerii.

 

Wyrzucony bileter:
BĘDĘ MIAŁ 100% LEPIEJ!


Występ Olbrychskiego w roli Kmicica na deskach Zniechęty doprowadził do wywołania wojny pomiędzy aktorami polskimi, a artystami-plastykami. Związek Artystów Scen Polskich (ZASP) wziął Kmicica w obronę, zaś Związek Polskich Artystów Fotografików oraz grupa artystów i krytyków wsparły Zniechętę. Rekwizytem w tym sporze stała się osoba biletera wyrzuconego z pracy w Zniechęcie po tym jak wpuścił Olbrychskiego w płaszczu na wystawę Uklańskiego. Nieszczęsny ów człowiek, który stojąc na bramce dał się nabrać na stary trick znany z filmu „Rejs" (- A panowie? - My tu służbowo...) został zatrudniony za wstawiennictwem Olbrychskiego (ruszyło dziada sumienie...) w warszawskim Teatrze Współczesnym. Jego dyrektorem jest Maciej Englert, brat Jana, jednego z bohaterów wystawy w Zniechęcie. To ze strony aktorów gest iście napoleoński: artyści biletera wyrzucili, to my go weźmiemy w opiekę! Bileter, który w programie „Pod napięciem" (TVN, 19.11.) zarzucił Andzie Rottenberg kłamstwo (za co go pewnie aktorzy pokochali...), po otrzymaniu nowej posady uszczęśliwiony powiedział: Tam będę na pół etatu, będę miał jeszcze urlop i będę miał dodatek do emerytury, także... 100% lepiej! (wypowiedź dla TV4, 23.11.). Kmicic postanowił zagrać Janosika. Powinien uważać, bo Perepeczko to nie ułomek, może przyjść i rozpłatać mu łeb ciupagą.

 

Media, związki twórcze i instytucje wobec „Cięcia Kmicica"
KTO ZA KIM?
Za Olbrychskim
Neutralne
Za Zniechętą

Program 1 TVP

TVN

Program 3 PR

Radio TOK FM

„Życie"

"Media i Marketing Polska"

ZASP

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa
Narodowego RP

TV4

„Tygodnik Powszechny"

„Trybuna"

„Przekrój"

Polsat

„Rzeczpospolita"

„SuperExpress"

ZPAF

Centrum Sztuki Współczesnej

"Wprost"

"Polityka"

"Art&Business"

W tabeli nie umieściliśmy „Gazety Wyborczej", gdyż wymagałoby to stworzenia specjalnej rubryki „Pokrętni". Jak pamiętamy (patrz nasz felieton „Z szablą na czołgi" z ubiegłego tygodnia) „Gazeta" początkowo postanowiła przemycić akcję Kmicica jako podrzędną wobec innego, domniemanego skandalu w Zniechęcie - omyłkowego zawieszenia dwóch obrazów Bacona na wystawie „Klasycy XX wieku". To było w sobotę. Od poniedziałku „Gazeta" zabrała się gorliwie za naprawianie swego błędu i już od wtorku wspierała wyraźnie Zniechętę, a w czwartek zamieściła jako jedyna rozmowę z Uklańskim oraz długi tekst Doroty Jareckiej z błyskotliwą puentą („Olbrychski zobaczył na wystawie Niemca w hitlerowskim mundurze. I bił w tego Niemca. Pech chciał, że uderzył w siebie."). I kiedy wydawało się już, że „Wyborcza" wyjdzie z tej afery z twarzą, w sobotę, jak gdyby nic, opublikowała idiotyczny jak zwykle felieton swojego ulubieńca Andrzeja Osęki.
Analiza reakcji różnych dzienników na „cięcie Kmica" mnie osobiście przekonała, że powinienem przestać wreszcie kupować „Gazetę Wyborczą". Zamiast niej wybiorę „Rzeczpospolitą", która już w sobotę, nazajutrz po incydencie potrafiła zamieścić własny, logiczny i wyważony komentarz tego wydarzenia - nikt inny się na to nie zdobył. Publikacje w następnych dniach też były dość porządne. Jeśli zaś chodzi o prywatne telewizje, to skompromitowany TVN (skandaliczna audycja „Pod napięciem") został wyprzedzony o kilkaset długości przez Polsat, który - jako jedyna telewizja i jedno z nielicznych mediów w ogóle - przygotowało uczciwą relację na temat „cięcia Kmicica" (w czwartek, 23.11). Zachowania telewizji państwowej nie mam zamiaru więcej komentować, ponad to, co było w poprzednim wydaniu naszego tygodnika. Dla porządku: „dwójka" schowała głowę w piasek, a „Wiadomości" wypuściły w środę kolejny skandaliczny materiał w obronie Olbrychskiego.
Osobnego komentarza wymaga natomiast pozycja „Życia" w naszej tabeli. Mimo usilnych starań dziennikarzy z działu kultury oraz działu stołecznego, aby opisywać zajście w Zniechęcie w sposób w miarę obiektywny, ekipa stałych felietonistów tej gazety (Michalski, Paliwoda, Mościcki), znanych z chorobliwych poglądów, postawiła na swoim. Ciekawym odstępstwem od ich normy był jednak felieton Jan Wróbla o Olbrychskim pod błyskotliwym tytułem „Patron dresiarzy" („Życie", 21.11.). Jest to niewątpliwie jeden z najlepszych, dotąd opublikowanych tekstów o „cięciu Kmicica", dotykający sedna problemu („oto kolejna ważna w Polsce postać wspomogła kroczące zbydlęcenie obyczajów" ), jak również zawierający szereg udanych sentencji („Głupota wielu gwiazd estrady i ekranu jest powszechnie znana", „Olbrychski doszlusował do poziomu artystycznych dresiarzy, sprawiając przy tym uciechę dresiarzom autentycznym"). Tekst ten jednak zawiera w sobie charakterystyczny dla wszystkich pisarzy spod szyldu „Życia" pierwiastek zła: jest nim nienawiść do współczesnej sztuki. W istocie więc felietoniści „Życia" nie tyle bronią lub potępiają Olbrychskiego (przypadek Wróbla jest wyjątkowy), co zdecydowanie manifestują swoją wrogość wobec Zniechęty, a w szczególności wobec Andy Rottenberg.

KTO ZA KIM? UZUPEŁNIENIE KOMENTARZA (04.12.00)
W dwa tygodniu po "cięciu Kmicica" pojawiły się obszerne relacje z tego zajścia w tygodnikach - byłem bardzo ciekaw, po której stronie się opowiedzą. Najbardziej efektownie rozpoczęła "Polityka" - rzut oka na okładkę z posiekaną twarzą Olbrychskiego i napisem "OBCIACH" sprawia wiele przyjemności. Polityka - okladkaNiestety, podobnie jak to ma miejsce w "Życiu", "Polityka" cierpi z powodu swoich stałych felietonistów, mimo iż wydawałoby się, że Pilch i Zanussi to wykształceni i kulturalni ludzie. Tym razem zaplątali się okrutnie w gąszczu własnych przemyśleń i narobili "Polityce" obciachu, podobnie zresztą jak Osęka, który napisał artykuł o skandalach w sztuce. W tym akurat wypadku można mieć do redakcji poczytnego tygodnika uzasadniony żal - kto i po co zaprasza ciągle Osękę na łamy? Co takiego ważnego Osęka zrobił, wygłosił lub napisał w ciągu ostatnich 10 lat, że ciągle wpływowe media traktują go jako autorytet w sprawach sztuki współczesnej??? Może ktoś z naszych czytelników zna odpowiedź? Czekamy.
Miło natomiast zaskoczył mnie tygodnik "Wprost", który zbyt wiele miejsce Kmicicowi nie poświęcił (słusznie), za to opublikował bardzo przejrzysty, komunikatywny i rozgarnięty tekst wyjaśniający dlaczego Olbrychski się wygłupił i dlaczego wystawa Uklańskiego jest interesującym dziełem sztuki (Marek Karpiński, "Seksapil esesmana", "Wprost", 3.12.; cytat: "Gdy w jednym z ostatnich odcinków "Stawki większej niż życie" J-23 pokazał się w mundurze majora WP, moja matka skomentowała: "W niemieckim było mu lepiej". A przecież przeżyła wrzesień, okupację, konspirację i powstanie. Ten mundur zawsze oznaczał dla niej zagrożenie śmiercią."). Tekst Karpińskiego i artykuł Adama Krzemińskiego w "Polityce" ("Szablą nie odbierzemy", "Polityka", 2.12.) zaprezentowały z wielkim pożytkiem nowy typ refleksji nad "cięciem Kmicica": obaj zajęli się tłumaczeniem wagi wystawy Uklańskiego, a nie zastanawianiem czy Olbrychski słusznie zrobił, co jak wiadomo jest zajęciem bezsensownym.
Wiele obiecywałem sobie po lekturze "Tygodnika Powszechnego" i właściwie nie zawiodłem się - Barbara Majewska i Jacek Woźniakowski napisali w swoim stałym, obłąkańczo-pomyleńczym stylu. Ich teksty zawsze dostarczają emocji, podziwiam samozaparcie ich autorów. Majewska po 6 latach ciągle nie może wybaczyć Rottenberg, że ta zastąpiła ją na dyrektorskim stołku Zniechęty, zaś Woźniakowski po raz kolejny kompromituje się pisząc o nieznanych sobie pracach artystów współczesnych. Poprzednio pisał o "Łaźni męskiej" Kozyry nie wiedząc nawet, że chodzi o wideoinstalację, a nie fotografie. Nie chce mi się wierzyć, że pan profesor sam z siebie wypisuje herezje o sztuce najnowszej, bo po co miałby to robić? Podejrzewam, że ktoś (kto?! Ktoś z redakcji?) go do tego podjudza. Woźniakowski i Majewska to są przypadki szczególne i chociaż redakcja chętnie gości ich na swoich łamach, sama zachowuje właściwie neutralność i powstrzymuje się od wyrażania opinii. Szczęśliwie, w obronie Uklańskiego stanął dzielnie na łamach "Tygodnika Powszechnego" Boguś Deptuła, wyjaśniając rzeczowo, że fascynacja Polaków wyczynem Kmicica wynika z ignorancji dla sztuki współczesnej ("Zdaje się on [Olbrychski] sugerować, że Polacy zupełnie nie są przygotowani do oglądania filmów, bo nie odróżniają filmowej fikcji od rzeczywistości. Interwencja ministra zdaje się tę tezę potwierdzać."). Deptuła zrobił naprawdę dobry uczynek dla sztuki współczesnej, chociaż osobiście niestety podejrzewam, że wierni czytelnicy "Tygodnika P." uwierzą prędzej Woźniakowskiemu niż jemu. Taka jest smutna krakowska rzeczywistość. Usiłuje ją co prawda rozweselać "Przekrój" - 10 bogato ilustrowanych stron + okładka Przekroj - okladkao Kmicicu! - i już, już prawie się mu udaje, ale w końcu brakuje trochę determinacji. "Przekrój" jednak jako jedyny wpadł na dobry i śmiały pomysł, aby 5 (!) stron poświęcić wyłącznie reprodukcjom "Nazistów" z kolekcji Uklańskiego. To prawdziwy prasowy hit miesiąca!
Na koniec najsmutniejsza dla mnie sprawa, mianowicie blamaż dwutygodnika "Media i Marketing Polska", ważnego, branżowego magazynu poświęconego reklamie, mediom i marketingowi. Redakcja w rubryce "Kiksy i hity" ("MMP", nr 23), postanowiła przyznać kiksa Andzie Rottenberg "za bezmyślne wydanie zgody na ekspozycję zatytułowaną "Naziści", składającą się ze zwykłych - czyli nieartystycznych i ze sztuką nic wspólnego nie mających - zdjęć aktorów w mundurach niemieckich, co słusznie wywołało "niszczycielską" reakcję Daniela Olbrychskiego". Tym samym redakcja "MMP" dowiodła, że nie tylko ma XIX-wieczne wyobrażenie o sztuce (dziwne jak na ludzi zajmujących się zawodowo współczesną reklamą), ale również nie ma pojęcia na czym polega praca dyrektora poważnej państwowej instytucji kulturalnej. Redaktorzy "MMP" wyobrażają sobie chyba Zniechętę jako państwowy urząd świadczący usługi w zakresie wystawiennictwa: artyści przychodzą prosić o udostępnienie im sal, a funkcja dyrekcji ogranicza się do wyrażenia zgody lub jej braku. Gdyby redaktorzy "MMP", choć troszkę interesowali się sztuką, wiedzieliby zapewne, że działając w opisany powyżej sposób Zniechęta nie byłaby Zniechęta, lecz Żenadą równie wielką jak bufanada aktora Olbrychskiego. A przecież aż tak źle to jeszcze nie jest. W związku z powyższym wyrażam najgłębsze zakłopotanie oraz skruchę wynikające z faktu, że jestem prenumeratorem dwutygodnika "Media i Marketing Polska". W najbliższym czasie postaram się to zmienić.

 

Złote myśli Kmicica

„...wiszą fantastyczni aktorzy jako naziści!" (TVN, program „Pod napięciem", 19.11.)

„Jestem aktorem, więc posłużyłem się szablą, która jako rekwizyt sceniczny do mnie przyległa" („SuperEkspress", 24.11.)

„Hans Kloss [...] nie był żadnym nazistą, tylko wprost przeciwnie - walczył z nazistami na śmierć i życie!" („SuperEkspress", 24.11.)

„Janek [Englert] z natury jest bardziej wyważonym człowiekiem, a ja porywczym. Lubię walczyć." („SuperEkspress", 24.11.)

„Jak mi ktoś tak powie w twarz [że jestem wandalem i chuliganem], to pokaże, że naprawdę jestem chuliganem i po prostu mu przyłożę! A proszę mi wierzyć, że nie lubię niszczyć." („SuperEkspress", 24.11.)

[o roli Borowieckiego w filmie „Ziemia Obiecana":] „....od razu sobie umyśliłem, że to będzie Kmicic na miarę końca XIX wieku. To znaczy - zawzięty, gwałtowny człowiek, żądny sukcesu, który zamienił szable na weksle, konia na maszyny fabryczne." („Świat Książki. Magazyn Klubowy" nr 5, zima 2000)

„Do każdej roli, okazuje się, przygotowywałem się całe życie. Dwie rzeczy wyznaczały całą moją edukację: sport oraz literatura" („Świat Książki. Magazyn Klubowy" nr 5, zima 2000)

"Została użyta moja twarz, moja rola w celach obrzydliwych i - nie bójmy się wielkich słów - komercyjnych. Wstęp na tę ekspozycję kosztuje 25 złotych, tych polskich." ("Przekrój", 3.12.)
"Ale bez szabli jakoś łyso. Dobrze, że włosów resztka została, Ot, co!" ("Przekrój", 3.12.)

 

Z SZABLĄ NA CZOŁGI

- Ta dziewczyna powiedziała, że jej młodsza siostra zapytała, czy pan Olbrychski nie służył w armii hitlerowskiej. Ponieważ już czasy się trochę mylą.
- Kładliśmy te obrzydliwe mundury, bo służyły one sprawie antyfaszystowskiej, prawda, a tu występujemy jako naziści pod jakimś tym, że fascynuje nas ten mundur.
- ...bo to jest przecież chuligaństwo [sięga ręką pod płaszcz], ale to [wskazuje na wiszące na ścianie fotosy] jest większe chuligaństwo, co się tu stało. To niech broni mnie szabla Kmicica w takim razie [wyciąga spod płaszcza szablę i wali nią w zdjęcia]
- [wyprowadzają go z sali ochroniarze] ... a ja się procesować będę dalej. Na razie, to na razie jest mój wizerunek!

Olbrychski tnie Klossa Mikulskiego

Ułańska szarża Olbrychskiego w Zniechęcie
Wszyscy już pewnie widzieli w telewizji, czytali w gazetach lub słyszeli od znajomych. Daniel Olbrychski w płaszczu i w asyście ekipy państwowej telewizji wtargnął do Zniechęty na wystawę Piotra Uklańskiego Naziści, wygłosił mowę do kamery, wyciągnął spod płaszcza szablę (Kmicica) i posiekał wiszące na ścianach fotografie aktorów w mundurach nazistowskich: swoją, Jana Englerta, Stanisława Mikulskiego oraz Belmonda.
17 listopada (piątek) w głównym wydaniu „Wiadomości" (program 1 TVP) pokazano tendencyjną relację z całego zajścia, w którym wykreowano aktora Olbrychskiego na obrońcę praw człowieka (powyżej przytaczamy zapis wypowiedzi Olbrychskiego w tym programie)

Olbrychski tnie EnglertaPatrioci-idioci
W wyemitowanym dwa dni późmiej programie telewizyjnym „Pod napięciem", mistrz arte polo Franciszek Starowieyski nazwał wyczyn Olbrychskiego „najwspanialszym happeningiem jaki się ostatnio odbył". „Zrobiłem to, żeby wywołać skandal" - wyjaśnił aktor. Przypadek Olbrychskiego wydaje się interesujący z psychiatrycznego punktu widzenia. Podstarzały i z wolna tracący popularność aktor ostatecznie utracił chyba kontakt z rzeczywistością. Uwierzył, że jest Kmicicem - rozrabiaką-bohaterem z nacjonalistycznej powieści Sienkiewicza - i musi stanąć w obronie swego honoru. O wystawie w Zniechęcie dowiedział się „na wieczorze pieśni patriotycznych", po czym postanowił, że musi interweniować. Kmicic w mundurze faszysty - to faktycznie upokarzające. Problem wykracza jednak w istocie poza wąskie możliwości intelektualne Olbrychskiego. Aktor ten zapomniał najwyraźniej, że jest aktorem, a prawa do fotosów z filmów z jego udziałem nie są jego własnością, i że odgrywanie różnych ról, wymyślonych przez scenarzystów i reżyserów, to jego praca zarobkowa. Olbrychskiemu wydaje się jednak zapewne, że jest wybitnym artystą, a jego postawa artystyczna oparta jest na głęboko humanistycznych i patriotycznych przesłankach. Jest to niestety szerszy problem społeczny. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza, przede wszystkim w związku z działalnością antykomunistycznej opozycji, liczni aktorzy wykreowani zostali w naszym kraju na zasłużone osobistości, autorytety moralne i intelektualne. W ślad za takimi mędrcami jak Łapicki czy Holoubek starają się podążać gwiazdorzy i oszołomi pokroju Olbrychskiego. W efekcie kabotyńskie przemyślenia i wyczyny „po pracy" aktorów stawiane są wyżej w hierarchii niż sztuka współczesna. W Indiach jest podobnie.

Skandaliczne zachowanie państwowej telewizji
Dowodem na tragiczne pomieszanie wartości w polskiej kulturze było skandaliczne zachowanie państwowej telewizji (patrona medialnego wystawy Uklańskiego!) wobec incydentu w Zniechęcie. Ekipa telewizyjna stawiła się na zawołanie aktora, który pod jej osłoną wszedł w płaszczu i z szablą do galerii (na dzień szturmu wybrał piątek - wstęp tego dnia jest darmowy), wygłosił do państwowej kamery swoją opinię i zdewastował pracę Uklańskiego. Ekipa telewizji wszystko to w najlepszej wierze sfilmowała i wyemitowała. Państwowa instytucja (telewizja) stała się współorganizatorem prywatnej akcji pana Olbrychskiego wymierzonej przeciw innej państwowej instytucji (Zniechęta). Państwowe media wykreowały w ten sposób skandal, który przysparza popularności aktorowi i jednocześnie pochwaliły działanie o charakterze chuligańskim (co przyznał sam Olbrychski) - zniszczenie prac Piotra Uklańskiego wiąże się z poważnymi kosztami (praca wyceniona jest na 60 tys. dolarów - ciekawe czy Kmicic o tym wiedział?). Państwowa telewizja prowokacją podważyła autorytet państwowej galerii, osłaniając osobę dewastującą dzieła sztuki pokazała, że galeria ta nie jest miejscem bezpiecznym. W rezultacie może to spowodować, że o wypożyczanie dzieł na wystawy będzie teraz Zniechęcie jeszcze trudniej (a przecież trwająca równolegle wystawa „Klasycy XX wieku" pokazuje jak niełatwo cokolwiek dobrego wypożyczyć).
Medialna klęska Zniechęty
Niestety, co najbardziej bolesne, całe zamieszanie, wywołane efektownym wyczynem oszołoma, obraca się ze zdwojoną przez media mocą przeciwko Zniechęcie, przeciwko Uklańskiemu i przeciwko sztuce współczesnej. W realizowanym na żywo programie „Pod napięciem" (TVN, niedziela, 19.11., godz. 21.40) Znięchęta poniosła dotkliwą porażkę, co zresztą, znając specyfikę tego programu, było do przewidzenia. W głosowaniu telefonicznym telewidzów za Olbrychskim opowiedziało się 7095 osób, za Zniechętą 1117. Analiza tego programu dostarcza jednak ciekawych wniosków i wskazówek na przyszłość. Po pierwsze wiadomo, że przewagę ma zawsze strona atakująca, inicjująca wydarzenie (w tym wypadku Olbrychski). Po drugie, w starciu człowiek kontra instytucja, media zawsze będą stać po stronie tego pierwszego. W programie „Pod napięciem" Olbrychski ze swoimi poplecznikami stał pod gmachem Zniechęty, bo dyrektor Zniechęty nie zgodziła się na realizację programu we wnętrzu galerii i spotkanie z Olbrychskim twarzą w twarz. Postąpiła słusznie, ale z socjotechnicznego punktu widzenia niekorzystnie, bo zamykając się we wnętrzu Zniechęty mogła sprawiać na telewidzach wrażenie władcy izolującego się i broniącego dostępu do własnej twierdzy. Wypowiedzi Andy Rottenberg były zbyt mało wyraziste i w efekcie odnosiło się wrażenie, że głos należy przede wszystkim do Olbrychskiego, mimo iż statystyka pokazuje coś przeciwnego. Olbrychski miał ponadto przewagę warsztatu aktorskiego, mówił głośno, krzyczał, przerywał wypowiedzi innym i ze swego aktorskiego chamstwa uczynił w telewizji atut, co wyraźnie pokazuje poczyniona przez nas statystyka programu:



TVN, 19.11.2000 godz. 21.40
Olbrychski
Rottenberg
głosy telewidzów
7095
1117
czas wypowiedzi
4 min. 38 s.
5 min. 57 s.
czas wypowiedzi łącznie ze stronnikami
6 min. 09 s.
8 min. 33 s.
ilość wypowiedzi
14
12
najdłuższa wypowiedź
1 min. 16 s.
1 min.
ilość skutecznych przerwań cudzych wypowiedzi
5 (w tym 2 razy Andzie Rottenberg)
0


TVN udaje, że staje zawsze po stronie słabszego, ale tutaj prowadzący Marcin Wrona i jego ekipa skompromitowali się ostatecznie, dając się nabrać na małpie, aktorskie sztuczki Kmicica przeciw konkretnym (choć nie zawsze dość jasno wyeksplikowanym) argumentom Rottenberg i kuratora wystawy Adama Szymczyka.
Przy okazji piątkowego zdarzenia nie po raz pierwszy nie popisała się również „Gazeta Wyborcza" i jej specjalistka od sztuki Agnieszka Kowalska. Wiadomość o akcji Kmicica i dewastacji pracy Uklańskiego (3 strona sobotniej „Gazety Stołecznej") została zneutralizowana (z premedytacją?) przez rozdmuchaną na pierwszej stronie tego samego wydania „Gazety Stołecznej" wiadomość o błędnym powieszeniu tryptyku Bacona na wystawie „Klasycy XX wieku". Zabawny skądinąd fakt omyłkowego powieszenia dwóch obrazów uznano za bardziej istotny od tego, że w sali obok znana osoba publiczna pocięła szablą inne dzieła sztuki. Wyobrażam sobie tę sytuację: dziennikarze „Gazety Stołecznej" ślęczą z albumami w ręku przed tryptykiem Bacona, dyskutują z historykami sztuki, cmokają z przejęciem, a w tym samym czasie za ścianą biega z szablą Olbrychski i wali nią po wiszących na ścianach fotografiach. Echo niesie łomot po Zniechęcie, a dziennikarze z „Wyborczej" wpatrują się w Bacona, wpatrują... Widocznie Program 1 Telewizji Polskiej już wcześniej wykupił sobie prawa na wyłączną transmisję szarży Kmicica.

Olbrychski zatrzymany przez FALCKAKmicic pod sąd
Na pocieszenie pozostaje fakt, że akcja Olbrychskiego została zgłoszona do prokuratury i aktor, jak przystało na prawdziwego artystę, poniesie - miejmy nadzieję - pełną prawną odpowiedzialność za swe artystyczne działania. A jak nie Olbrychskiego, to może przynajmniej uda się skazać na grzywnę Kmicica. A ponieważ wyniki telewizyjnych i radiowych sondaży wskazują, że zwolenników Kmicica-Olbrychskiego jest 10 razy więcej niż ludzi uważających jego zachowanie za idiotyczne, nakazałem mojej matce odpowiadać na wszelkie zaczepki na temat zdarzenia w Zniechęcie, że jest oburzona, a jej syn przez Olbrychskiego popadł w depresję.
oprac. ŁG


KWIEK DO OLBRYCHSKIEGO: Kolego...

Mgr sztuki Przemysław Kwiek
[adres znany redakcji]
Szanowny Kolega Daniel Olbrychski!
Jesteśmy, zdaję się, równolatkami - wiekiem i stażem - stąd "Kolega" na początku.
Otóż wczoraj, Wiadomości TV w pr. I. o 19.30 zafundowały mi obrazy z galerii Zniechęta (termin Rastra) jak Kol. niszczy (na koszt podatnika) "Szablą Kmicica" eksponaty wystawy pn. naziści, autorstwa Piotra Uklańskiego, a przedstawiającej serią zdjęć, portrety aktorów w mundurach niemieckich z czasów Hitlera, min. takie zdjęcie Kol.
Widząc pomyślałem: taka okazja, szkoda, że nie na mojej wystawie to się zdarzyło. Same korzyści dla obu stron - Kol. odświeżył społeczeństwu swoje oblicze (na koszt podatnika), a autor wystawy dostał należytą informację, której, należytej, zasadniczo nie ma w polskiej TV, jeśli chodzi o tzw. sztukę wysoką (- nawet dyrektorka się załapała: …ochrona zostanie zwolniona; a jak to byłby Picasso?…- tak krótka wypowiedź a morze drobnomieszczańskiego bezsensu). Pomińmy fakt o śladowym prawdopodobieństwie odbycia - z dobrej woli i racji umysłowych, dyrektoro-właścicielo-krytyko-kuratorów - moich projektów i wystaw - w państwowych salach sieciowego układu warszawskiej wieży triangulacyjnej (patrz Śmigłowicz w Rastrze 6/98), gdyż moja sztuka (Szkoła Warszawska) jest tam na czarnej liście niebytu, ku wielkiej szkodzie poznawczej, zwłaszcza młodego pokolenia Inteligencji Polskiej. - Niech załapię się i ja, na razie w mikroskali.
Ale do rzeczy. Co w zw. z tym postanawiam?
Otóż: na wiosnę 2001. roku, podczas Międzynarodowego Festiwalu "Interakcje 2001" w Piotrkowie Trybunalskim (patrz: uczestnicy i dokumentacja z dotychczasowych Festiwali na francuskiej stronie http://perso.infonie.fr/wizya/pdwa.htm, czy dalej na http://wizya.free.fr) wystawię takie samo lub podobne zdjęcie Kol. jak te w Zniechęcie, pod takim samym tytułem: "naziści" (może dodam jeszcze jednego aktora, by zadość się czyniło liczbie mnogiej w tytule).
Oczekuję podobnej jak wyżej akcji/reakcji ze strony Kol.
Początkowo miałem zamiar domagać się od Kol. podobnego wejścia na salę, tzn. z towarzyszącą Kol. ekipą TV, ale po namyśle - nie jest to konieczne - sami przyjdą. Mało tego, nikt nie będzie Kol. obmacywał przed wejściem na salę - jak chce obmacywać znane osoby powyższa dyrektorka i wzorem PRL?owskich celników zaglądać im w odbyt, bo i przecież tam mogłyby znane osoby przemycać narzędzia do zniszczenia obrazu Picassa - ani nikt nie będzie zaglądać nawet do osobistej spluwaczki (w tym ostatnim przypadku nie o Kol. chodzi, a o ewentualnego gruźlika, który tam mógłby przemycać kwas solny do oblania obrazu Picassa, jak wiadomo wartego ze 40 milionów dolarów - nie obrażając chorych na gruźlicę, którzy z reguły są niebogaci). A nawet, jestem skłonny doprowadzić do zaproszenia Kol. jako uczestnika tego Festiwalu, co było by najrozsądniejsze - wtedy "wystąpiłby" Kol. w doborowym i znakomitym międzynarodowym gronie artystów, na równych prawach - nie z zewnątrz, jako aktor, choćby z planu Wajdy (po co się narażać na drwiące uwagi, że podstarzały aktor szuka rozpaczliwie na salach wystawowych medialnego rozgłosu gestami spoza sztuki jako takiej i sztuki aktorskiej - bo przecież artystą w twardym tego słowa znaczeniu on nie jest… A. Brener, artysta, na dolarowo milionowym Malewiczu w Stedelijk w 97 nasprejował zielony znak dolara…). Wtedy "numer" Kol. z niszczeniem, jako odbyty już w polu sztuki, zacząłby być na jej polu rozpatrywany, przyjęty. Daję Kol. królewską propozycję (bycia zaproszonym), zaręczam, że będzie Kol. w pełni usatysfakcjonowany. Czekam na wyrażenie chęci.
Jeśli nie, też będzie dobrze.
Przy okazji (i bez ironii)… mam kraty (znakomite dzieła sztuki) do sprzedania, jeszcze tanio!
Powyższy projekt nie jest papierowym: będzie zrealizowany fizycznie.
To jest "Rozsyłka" nr 24.
Informacje o autorze szerzej dostępne w książce: J. Truszkowski: Sztuka krytyczna w Polsce. Kwiek. Kulik. KwieKulik 1967?1998, cz.I i II., wstęp prof. S. Morawski, il. cz.b. i kol., s. 224; do nabycia w Księgarni Artystycznej przy ul. Mazowieckiej i w Galerii Zachęta.
Przemysław Kwiek copyright.


awangarda bzy maluje
Przemysław Kwiek maluje na zakratowanych płótnach w obawie przed szarżą Kmicica

KOLEJKA DO KMICICA
WROCŁAW PRZYŁĄCZA SIĘ DO KWIEKA!!!

Bardzo dziękuję za przesłanie mi kopi listu do D.Olbryskiego. Osobiście uważam jego zachowanie za typowo nazistowski napad na galerię i myślę, że powinien po prostu trafić do pierdla za napad z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Chyba, że psychiatrzy uznali by pełną niepoczytalność, wtedy zakład. Cóż byłby to za cios dla Kultury Narodowej! Ale zaproszenie go do występu jako artystę też mi się podoba, może i ja wystawię we Wrocławiu takie zdjęcie i O. będzie miał turne. Pozdrowienia Paweł Jarodzki [Wrocław]

Śledzę z wypiekami na twarzy sprawę Daniela O., o której zresztą dowiedziałem się z waszego tygodnika. Sam chciałbym się ustawić w kolejce za panem Kwiekiem do pana Daniela O. Koza [Jan Koza, Wrocław]

CZY KMICIC ZOSTANIE PERFORMEREM?

Festiwal INTERAKCJE edycja III w Piotrkowie Trybunalskim
9 - 12 maj 2001

Potwierdzam zaproszenie oficjalne dla p.Daniela Olbrychskiego do udzialu w trzeciej edycji Festiwalu INTERACTIONS
/kantydatura Przemyslawa Kwieka/
dyr.art. Ryszard Piegza

P.S: Jednoczesnie informujemy iz powstaje w Asocjacji Wizya Vidéo Art Action w Paryzu specjalna sekcja interwencji majaca na celu sledzenie aktywnosci scenicznej aktorow polskich i nie tylko na scenach paryskich i ewenualne przeciw dzialanie, jesli w ramach ich aktywnosci scenicznej beda sie /aktorzy/ dopuszczali jakichkolwiek gestow niemoralnych nie zgadzajacych sie z moralnoscia nowego stulecia.Obojetne jest nam wedlug jakiego beda dzialac na scenie scenariusza. Moralnosc jest jedna tak jak obszar SZTUKI jest jeden. Wkroczenie Magistra sztuki aktorskiej w przestrzen sztuki akcji zobowjazuje na reakcje.


strony festiwalu http://perso.infonie.fr/wizya/inter.htm
Paryz 8/12/2000

 

 

 

LISTY OD NASZYCH CZYTELNIKÓW

W czwartek od rana panowal juz niepokoj. Na moje pytanie "dlaczego Zacheta, dlaczego dzis" odpowiedziano nijak. Zartobliwie. Cos jednak wisialo w powietrzu. I to sie czulo.Potem nie wiem co sie dzialo. "Sprawa przycichla"-pomyslalem. A w piatek wiadomo co sie stalo. Okazalo sie, ze mialo sie to pierwotnie zdarzyc w czwartek. Wszystko bylo zalatwione. Zaaranzowane. PERFEKCYJNIE. Duda-Gracz to idiota.
Marek Judaszowski [kierowca, pracuje w TVP] 21.11.2000

nie wiem jak czesto robicie update, ale dam wam pare informacji na dzis, bo lektura rastra w komputerze, jako ostatniego mam nadzieje dzis przeze mnie czytanego materialu o dobrym kmicicu i zlym hitlerze rozbawila mnie bardzo i upewnila, ze czujecie baze, co czasem nie jest takie oczywiste.
(...)
2. Jak dotad brak, moim zdaniem autorytatywnej wykladni prawnej calej tej historii i przedstawi ja dopiero prokuratura. Wypowiedzi Piesiewicza, prof. Bleszynskiego (Rzepa dzis) i mitycznych "prawnikow Kmicica" sprawy jak dotad nie rozwiazaly. Moze warto popytac prawnikow o konkretne paragrafy, a przy okazji zwrocic uwage na fakt, ze Uklanski fotosy niejako zacytowal, w ramach wiekszej calosci sensu, a prawo do cytowania chyba mu (nam wszystkim?) jeszcze przysluguje, nawet w tym kraju, ktory w dziedzinie prawa autorskiego jest chyba surowszy niz wspomniane przez Was Indie.
3. Zacheta waha sie czy wystawe otwierac i isc na konfrontacje z (no wlasnie kim? ponoc ZASP wystosowal oficjalny list, w ktorym sie domaga, a w razie odmowy podporzadkowania sie, nawet grozi). W srode Anda wyjezdza do Niemiec, prosic o interwencje pro-nazistowska. Nie wiadomo, czy wystawa bedzie jutro otwarta.
(...)
[Adam Szymczyk] 21.11.2000




raster home